Czołem.
Ten tekst nazwę Dzień świastaka

Coś koło godziny 4:00 – o tej godzinie pisałem ten tekst. Wstajesz rano przemywasz twarzy chłodna wodą patrząc w lustro – mówisz sobie „Dam radę”

Godzina 4:00 Budzik, zrywam się na tyle szybko by nie obudził żony i dzieci a więc na proste nogi. Jeszcze chwiejnym krokiem i z przymrużonymi oczami w telefonie klikam cokolwiek by się uciszył – znienawidzony budzik piosenka zespołu Wczasy – dzisiaj jeszcze tańczę.

Wczasy – dzisiaj jeszcze tańczę

Po cichu wychodzę z sypialni zapalając światło w okapie kuchennym. Odruchowo a może inaczej, jak zaprogramowany sięgam po filiżankę zawsze są w tym samym miejscu tak jak kawa czarna tzw. fus. Co ranek mam problem nigdy nie wiem ile łyżek mnie pobudzi, dziś sypię dwie.
Zalewam ją zostawiając miejsce na parę kropli mleka, dlaczego z mlekiem ? Bo nie mam czasu czekać aż ostygnie a zimne mleko z lodówki przyśpiesza ten proceder.

Zostawiam ją na kuchennym blacie a sam idę coś na siebie założyć. Po ok 2 minutach wracam do niej już nieco ubrany i niosę ją do pokoju za każdym razem modląc się by nie wylać nic bo mlekiem zalewam ją do kantu. Kilka razy rozlałem i wiem że może to totalnie zburzyć plan pobudki.
Siadam odpalam wiadomości nie ważne jakie, robię to po to by zobaczyć czy w kraju którego bronie nie doszło do zdarzeń które miały by na mnie wpływ, na mnie lub na moją służbę.

Do kawy cudownym dopełnieniem jest papieros, zwykły mocny. Śmieję się gdyż działa on zupełnie jak środek przeczyszczający to połączenie zawsze kończy się „dwójką”. Czemu nie ogarnę tego w pracy? Bo zwyczajowo nie ma tam czasu.

Zarzucam na siebie kurtkę odpalam szluga na balkonie jaram go popijając kawę gdzieś w połowie włącza się RED ALERT. Dopijam ją na szybkości i znikam na 10 minut.
Po 10 minutach lekko przydżumiony zawijam z pokoju plecak do którego pakuję zawsze ten sam zestaw.
Kanapki, kawę, herbatę, cukier czasem zdarzy się że właduję też tam pudełko z obiadem bo wiadomo że czasem zostaje z dnia poprzedniego a wyrzucić szkoda. Dodatkowo muszę pamiętać o kluczach, czystej koszuli i koszulce i o tym, żeby rano, gdy jestem jeszcze na wpół przytomny założyć czarne skarpety by nie wystawały i rzucały się w oczy jak płachta na byka. Każdy wie że do pantofla musi być ciemna skarpeta bo biała to przypał.

Tak spakowany plecak stawiam w przedpokoju idę jeszcze wyłączyć TV doczytując ostatnie linijki paska który się przewija na kanale informacyjnym, ubieram się i wychodzę.
Jest zima wiadomo skrobanko szyb w aucie, w międzyczasie telefon od kolegi czy może się zabrać bo mu auto nie odpaliło. Jasne będę za 20 minut u Ciebie.
Palę kolejnego szluga czekając aż auto się lekko zagrzeję i odmarznie tylna szyba gaszę go wrzucam do śmietnika wsiadam do auta i jadę.

Zgarniam kumpla, w aucie jest cisza wiem że jest zaspany, on wie że ja też o tej porze nie mam ochoty na rozmowę. Mniej więcej w połowie drogi rozpoczyna się gadka dotycząca roboty. Już w trakcie dojazdu do pracy wiemy co to będzie za dzień że lekarze że łaźnie. Omawiamy jakieś istotne dla Nas kwestie, które ostatnio wydarzyły się na oddziałach. Wjeżdżamy w dzielnicę w której jest kryminał, wyłania się zza budynków. Moloch. Z daleka widać, że to kryminał. Parkujemy zawsze w tym samym miejscu im dalej tym lepiej. Żaden złodziej nie skojarzy tego auta z Tobą.
Po drodze jaramy wspólnie szluga już całkowicie przestawieni na tryb Oddziałowy.
Wzdychamy że kolejny dzień bliżej emki.

Pozdrawiam

Oddziałowy Gad