Wczoraj napisał do mnie chłopak, który nie wie jak rozwiązać problem w swojej jednostce.

Jest oddziałowy D.O. od 5 lat i pracuje na P1. Od jakiegoś czasu gdy pokazało się paru obywateli co to meldunku nie mają – wiadomo o co chodzi – doszło do kilku przypadków świerzba.
Zgodnie z przepisami należy ich izolować ale nic nie upier…ć. A więc telefon, spacer, widzenia czy też kantyna i salki.

Po każdej z tych czynności należy dezynfekować miejsce w którym przebywał. To logiczne.

Teraz pytanie.. Czy ktokolwiek zdaje sobie sprawę z tego że na takie widzenie dokonywana jest kontrola osobista? Nierzadko w miejscu w którym przebywamy 10h dziennie w którym jemy i pracujemy ? Co wtedy?

Każde opuszczenie celi przez osadzonego związane jest z kontrolą pobieżną, a co jeśli dojdzie do sytuacji w której oddziałowy się zarazi i tą chorobę zaniesie do domu ? Zarazi żonę lub dziecko ?

Skoro jesteśmy już tacy PRO-UNIJNI to pomyślmy też o sobie. Nie ważne że w dezynfekatorach dłoni od dawna nie było płynu. Że na dyżurkach nie ma ciepłej wody w kranie. Ale o tym już w żadnych procedurach NIC nie ma.

Wiadomo każdy radzi sobie jak może ale czemu na własny koszt?