Dzień jak co dzień.

Środa. Jakiś lekarz, łaźnia, przemieszczenia między pawilonami. Gdy już wszystko zrobione a na osi czasu zbliża się upragniona godzina zero. Osadzony który sprząta korytarz podchodzi po to by porozmawiać.

Kojarzę go kiedyś miałem z nim rozmowę w trudnym w jego życiu okresie. Jednym słowem załamał się, był zrujnowany psychicznie.

Rozmowę pamiętam to chyba jedna z nielicznych w której osadzony rozmawiał ze mną szczerze, bo tego potrzebował. Ktoś by pomyślał że obcy facet przyjdzie się wypłakać innemu? Przykre ale prawdziwe.

Wczoraj chciał podziękować. Po tym jak zostawiła go żona i odebrała możliwość widzenia z synem powiedział oddziałowy dziękuję za tamtą rozmowę. Ja prawdopodobnie po nowym roku wyjdę na wolność. Ale myślę że ta rozmowa z Panem to była jedna z najbardziej ludzkich rzeczy które mnie spotkały w tym miejscu.